FILM | Zobacz wszystkie wiadomości | Wall Street: Pieniądz nie śpi (Wall Street 2: Money Never Sleeps)
Jest rok 2008, a amerykańska gospodarka staje u progu kryzysu. W takich okolicznościach poznajemy młodego entuzjastę i wprawnego finansistę, a przy okazji chłopaka córki niejakiego Gordona Gekko, który po 8 latach wychodzi z więzienia i oczywiście planuje wrócić do gry. Oryginalny "Wall Street" był znakomitym portretem lat 80. i świata rekinów finansjery. Oliver Stone na sucho, za to drobiazgowo przedstawiał rządzące nim prawa, wprowadzając nas w środowiska bankierów, brokerów, prawników, dekoratorów luksusowych wnętrz. Emocje jeśli się pojawiały były negatywne - zawiść, gniew, rozczarowanie. Nikt się z nikim nie cackał, nad nikim nie rozczulał. W sequelu mamy zupełnie odwrotną sytuację. Po pierwsze co chwilę ktoś płacze albo się przytula. Po drugie Stone bawi się w umoralnienie, próbując wmówić nam, że pieniądze szczęścia nie dają, że trzeba starać się zmieniać świat i walczyć o odnawialne źródła energii. Po trzecie, zamiast skupić się na "ekonomicznym" aspekcie dzieła, reżyser wciąga nas w rodzinno-związkowe problemy. Cierpi na tym niestety cała fabuła. Podczas gdy w obrazie z 1987 roku intryga była prosta, klarowna i spersonalizowana (jeden był dobry, drugi zły, jeden chciwy, drugi jeszcze bardziej), tutaj mamy chaotyczną i pobieżną próbę zaznajomienia widza z gospodarką USA (zanim pójdziecie do kina, przyswójcie sobie takie terminy, jak dywidendy czy subsydia). No dobrze, ale nie wszystko w "Wall Street: Pieniądz nie śpi" jest złe. Sympatyczne i zabawne są nawiązania do oryginału, szczególnie autoironiczny epizod Charliego Sheena. W ogóle nie ma co narzekać na obsadę. Douglas niezmiennie trzyma fason, Shia LaBeouf jak się nie mazgai jest w porządku, Carey Mulligan ma natomiast w sobie tyle uroku, że nawet łzy jej można wybaczyć, a Josh Brolin i Susan Sarandon to po prostu niezawodni zawodowcy. Na drugim planie bryluje z kolei sędziwy Eli Wallach (95 lat to piękny wiek na aktora). Ponadto, Stone za sprawą kilku filmowo-komputerowych sztuczek znakomicie oddał współczesne realia zdominowane przez przytłaczające, wszechobecne informacje. Pokazał też do czego w dobie internetu może doprowadzić plotka i jak z artykułu na małej, niezależnej stronie może zrobić się afera na skalę krajową. Szkoda, że nie rozbudował tego wątku kosztem któregoś z banalnych, ckliwo-uczuciowych. Najlepsze zostawiłam na koniec. Obraz sprzed blisko 25 lat ociekał luksusem. Oliver Stone pokazywał piękne wnętrza, wymyślne sprzęty (od dziecka marzę o takiej maszynce do robienia makaronu, jaką Butt Fox miał w kuchni) i szykowne stroje. Druga część pod tym względem przerasta pierwszą. Nowy Jork lśni. Każda szyba, każdego biurowca błyszczy, z mieszkań są zapierające dech w piersiach widoki, a bogate kobiety noszą biżuterię, za którą można by wyremontować albo nawet kupić dom. Po prostu bajka. Nowe "Wall Street" to bez wątpienia estetyczna uczta, to również pokaz znakomitego aktorstwa i chociaż Stone nie jest już tak wnikliwym obserwatorem, jak kiedyś, całość nie wypada najgorzej.
Tagi: Wall Street: Pieniądz nie śpi , Wall Street 2: Money Never Sleeps ,
megafon.pl | 2010-09-24 | 09:59:11